niedziela, 24 czerwca 2007

23 czerwca - powitanie, biesiada i klubowy Dublin

Ok. przyszedł ranek. Trzeba się ogarnąć i poznać ludzi z mieszkania - samych Polaków.

W samym mieszkaniu niewiele zmian od zeszłego roku, poza niezwykłym porządkiem w kuchni, z którym ostatnim razem był problem... Z tego, co się zdążyłem dowiedzieć, to odbyło się w tej sprawie kilka poważnych debat, a nawet wojen, a efektem tego powstał grafik, oczywiście porządek i niezły napis nad okapem w kuchni:



Dzień zleciał na rozpakowywaniu się, rozmowie z ojcem i paleniu na naszym pięknym backyardzie :) Akurat trafiłem na biesiadę wieczorem w naszym mieszkaniu - poza współlokatorami przyszło kilka osób z zewnątrz, też Polaków oczywiście. W czasie "trwania" trzeciej flaszki dwie osoby poleciały po kolejną, bo o czywiście za mało. Alkohol się skończył o 23, więc Sebastian i jego siostra, która tu przyleciała do niego na urlop wyciągnęli mnie do centum. Wziąłem od ojca 20 euro (z moim budżetem bym nie poszalał raczej..) i poszliśmy do pierwszej knajpy - Porter House. Oczywiście nie chcieli nas wpuścić, bo jest dwudziesta czwarta, a bramkarz nas nie zna. Po kilku próbach przekonania go o braku złych zamiarów, nieudanych zresztą, Sebastian wyciągnął telefon i zadzwonił do pracującego tam Polaka-barmana. Kolega wyszedł, wytłumaczył bramkarzowi, że jesteśmy w porządku, a ten z uśmiechem otworzył nam drzwi, uścisnął nam dłoń i zaprosił do środka.

Rozejrzeliśmy się, zamówiłem piwo, nie wiem jakie, było zbyt głośno. Chciałem Kilkenny, ale nie mieli i barmanka powiedziała, że przyniesie coś podobnego i za chwilę dostałem pintę jakiegoś bliżej nieokreślonego portera. znaleźliśmy wolne krzesło, rzuciliśmy ciuchy, wzięliśmy kilka łyków i Ania (siostra Sebastiana) wyciągnęła mnie na parkiet. No i spoko, niezły clubbing, który zrobił na mnie niezłe wrażenie, bo w Bielsku nie słyszałem czegoś podobnego nigdy. Po jakiejś godzinie Ania poprosiła, żebym ją zaprowadził do toalety i poczekał tam na nią (trochę zagubiona dziewczyna w wielkim mieście słabo znając angielski). No i wtedy stało się... Jak na nią czekałem przyuwazyła mnie jakaś gruba i niska irlandka, chyciła mnie za rękę tak mocno, jak jeszcze żadna dziewczyna (w sumie to się nie dziwię) i zaczęła się do mnie przyklejać na parkiecie. O zgrozo, jaki pech... Miałem nadzieję, że Anka szybko wyjdzie. No i na szczęście wyszła. Oswobodziłem się i nie odwracając się za sobą uciekłem z nią w tłum. Postanowiliśmy zmienić knajpę.

Maksymalny clubbing, seks na parkiecie i grupka chińskich transwestytów - to możecie znaleźć właśnie w Zanzibarze, jednej z największych, jak nie największej imprezowni w Dublinie, gdzie się udaliśmy. Wybuliliśmy po 5 euro za wstęp i wsiąkliśmy w tłum. Czegoś takiego to jeszcze nie widziałem i nie słyszałem... Ogłuszający clubbing w sztucznym dymie i chyba z milion ludzi w środku. Zauważyłem, że irlandczycy lubują się w ostrych klubowych przeróbkach kawałków - w zasadzie znane kawałki, ale nic nie dało się usłyszeć w oryginale, nawet wokale były zmienione (jak w przypadku Insomnii Faithless). W międzyczasie pod subwooferem jakaś parka 
wychodziła na wyżyny, a my się bawiliśmy. Ale to jeszcze nic, o 2:30 urwała się muzyka i zapalono światła - koniec imprezy, co dla nas Polaków może być trochę dziwne, bo my się bawimy do rana zazwyczaj. No, ale co kraj to obyczaj.

W drodze powrotnej zaszliśmy jeszcze do McDonalda coś zjeść no i potem prosto do łóżka do mieszkania...

I tak minął dzień drugi pobytu. Nieźle się zaczyna.

5 komentarzy:

utek pisze...

Imprezujesz widzę :)

Dobrej zabawy :D

Unknown pisze...

Eee tam, lepszej imprezy od naszego karaoke i tak nie znajdziesz ;P. Pozdro ;).
P.S.: nie wiem jakim cudem, ale jak tu wszedłem to byłem od razu zalogowany, ocb ? ;)

Paweł Lenart pisze...

Kac_zoR: bo blogspot.com jest czescia Google i pewnie dlatego.

utek: taaa, tylko raz, w nocy bede wysylal CV mailem gdzie sie da :)

Unknown pisze...

Taa, tylko że się tutaj wylogowałem i nie spasował login i hasło z Googli :P. Dopiero jak się na Googlach zalogowałem, to tu tez ;). Coś nie działa to jak powinno ;).

Imnariel pisze...

baluj baluj poki mozesz ;)
ja przyjechalam akurat na miedzynarodowe urodziny kumpla ;)
balowania ciag dalszy we wrzesniu
pozdrawiam
Bronka